Udział kredytów zagrożonych w należnościach banków od sektora niefinansowego wyniósł 4,5 proc. na koniec lipca 2026 r. wobec 4,8 proc. rok wcześniej. Tak wynika z miesięcznych danych sektora bankowego, które Komisja Nadzoru Finansowego opublikowała 11 września. Poprawa objęła wszystkie segmenty detaliczne. Jeden wyjątek idzie w drugą stronę.
Dane
Poniżej udział należności zakwalifikowanych do fazy trzeciej, czyli takich, przy których bank rozpoznał utratę wartości. Stan na koniec lipca 2026 r., w nawiasie odczyt sprzed roku.
- kredyty mieszkaniowe gospodarstw domowych — 1,2 proc. (1,4 proc.)
- gospodarstwa domowe ogółem — 3,2 proc. (3,7 proc.)
- kredyty konsumpcyjne — 5,2 proc. (5,9 proc.)
- małe i średnie przedsiębiorstwa — 6,4 proc. (6,8 proc.)
- duże przedsiębiorstwa — 7,1 proc. (6,7 proc.)
Pokrycie odpisami należności z fazy trzeciej wyniosło dla całego sektora 57,3 proc. na koniec lipca 2026 r. Rok wcześniej było to 56,8 proc. Najlepszy i najgorszy segment detaliczny dzieli ponad czterokrotność: 1,2 proc. na hipotekach wobec 5,2 proc. na kredytach konsumpcyjnych.
Spadek udziału to nie to samo co spadek zadłużenia
Wskaźnik opisuje proporcję, nie kwotę. Zejść w dół może na trzy sposoby. Dłużnicy zaczynają płacić. Portfel kredytowy rośnie szybciej niż jego zła część. Albo bank zdejmuje złe ekspozycje z bilansu — spisuje je lub sprzedaje. Trzeci mechanizm niczego w gospodarce nie umarza, tylko przenosi dług do innego właściciela. Z samego odczytu nie da się rozstrzygnąć, który z nich zadziałał najmocniej.
Warto też zauważyć, czego w tym zestawieniu nie ma. Dane opisują wyłącznie banki. Portfele instytucji pożyczkowych, o zupełnie innej charakterystyce ryzyka, nie wchodzą do tego pomiaru, a to z nich pochodzi spora część wierzytelności krążących po rynku wtórnym. Odczyt nadzoru pokazuje więc jedno źródło podaży, nie całą jej pulę.
Rozjazd w segmencie firmowym ma też inną wagę niż liczby detaliczne. Portfel dużych przedsiębiorstw składa się z niewielu ekspozycji o wysokich kwotach, więc kilka spraw potrafi przesunąć wskaźnik o dziesiąte części punktu. W detalu, gdzie umów są miliony, taki sam ruch oznacza zmianę zachowania całych grup kredytobiorców. Naszym zdaniem właśnie dlatego wzrost o 0,4 pkt proc. u dużych firm mówi o rynku mniej niż spadek o 0,7 pkt proc. na kredytach konsumpcyjnych.
Co z tego wynika dla inwestora
Pokrycie odpisami mówi, ile zagrożona należność jest warta w księgach banku: przy 57,3 proc. odpisu zostaje niecałe 43 proc. nominału. To nie jest cena rynkowa, ale próg, poniżej którego sprzedaż oznacza dla banku dodatkową stratę do wykazania. Ten próg przez rok się obniżył. Wbrew intuicji wyższe odpisy nie podnoszą ceny portfela — obniżają księgowy opór banku przed jego sprzedażą.
Osobna sprawa to 1,2 proc. na hipotekach. Zabezpieczona wierzytelność mieszkaniowa jest w bankach rzadka i rzadko trafia do obrotu hurtowego — odzysk z nieruchomości bywa na tyle wysoki, że bankowi opłaca się czekać albo restrukturyzować, zamiast sprzedawać po cenach portfelowych. W efekcie wierzytelności zabezpieczone hipotecznie, które docierają do nabywcy, w większości nie pochodzą z sektora bankowego. To dlatego w tym segmencie nie da się zbudować wyniku wolumenem: decyduje selekcja pojedynczych spraw, a nie liczba kupionych pozycji. Cenę samego ryzyka zabezpieczonego hipoteką najłatwiej z kolei odczytać z wycen hipotecznych listów zastawnych.
Trzeci wniosek dotyczy podaży. Malejący udział złych kredytów w detalu oznacza, że strumień nowych portfeli z banków raczej się zawęża, niż rozszerza. Przy rynku wierzytelności wycenianym na ponad 202 mld zł konkurencja o to, co zostaje wystawione, rozgrywa się więc o cenę, nie o dostępność. Założenie, że zły dług sam z siebie tanieje, bo „jest go coraz więcej”, nie ma dziś oparcia w danych nadzoru.
Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi oferty ani rekomendacji inwestycyjnej.
