Spłata przed terminem wygląda jak najlepszy możliwy scenariusz: pieniądze wracają szybciej, bez windykacji i bez licytacji. Dla nabywcy wierzytelności jest to jednak zmiana warunków, na które się umawiał. Kupił nie tylko kwotę do odzyskania, ale też czas, w którym ta kwota pracuje.
Czy dłużnik może spłacić przed terminem
Odpowiedź zależy od tego, kim jest dłużnik. Trzy sytuacje wyglądają zupełnie inaczej, a różnica bierze się z ustawy, nie z negocjacji.
- Konsument z kredytem konsumenckim ma prawo „w każdym czasie do spłaty całości lub części kredytu przed terminem określonym w umowie” (art. 48 ust. 1 ustawy o kredycie konsumenckim). Kredytodawca nie może uzależnić wcześniejszej spłaty od poinformowania go o niej (ust. 2), a całkowity koszt kredytu obniża się o te koszty, które dotyczą okresu, o który skrócono czas obowiązywania umowy — nawet jeśli konsument poniósł je wcześniej (art. 49 ust. 1).
- Konsument z kredytem hipotecznym spłaca wcześniej, ale strony mogą zastrzec rekompensatę (art. 40 ust. 1 ustawy o kredycie hipotecznym). Przy oprocentowaniu zmiennym wolno ją pobrać tylko wtedy, gdy spłata nastąpiła w okresie 36 miesięcy od dnia zawarcia umowy, i nie może przekroczyć ani odsetek, które naliczyłyby się od spłaconej kwoty w okresie roku od dnia faktycznej spłaty, ani 3 proc. spłacanej kwoty. Nie może też być wyższa niż bezpośrednie koszty kredytodawcy związane z przedterminową spłatą.
- Dłużnik niebędący konsumentem ustawowego prawa do wcześniejszej spłaty nie ma — decyduje treść umowy. Gdy umowa milczy, wchodzi art. 457 Kodeksu cywilnego: „Termin spełnienia świadczenia oznaczony przez czynność prawną poczytuje się w razie wątpliwości za zastrzeżony na korzyść dłużnika”. Domniemanie działa więc na korzyść dłużnika i właśnie dlatego umowy pozabankowe regulują tę kwestię wprost.
Przy spłacie częściowej liczy się kolejność zaliczeń
Dłużnik nie musi oddawać wszystkiego naraz, a wierzyciel nie może tego zablokować: nie może odmówić przyjęcia świadczenia częściowego, chociażby cała wierzytelność była już wymagalna, chyba że przyjęcie takiego świadczenia narusza jego uzasadniony interes (art. 450 Kodeksu cywilnego).
Co dalej dzieje się z wpłatą, rozstrzyga art. 451. Dłużnik mający względem tego samego wierzyciela kilka długów tego samego rodzaju może wskazać, który chce zaspokoić, ale wierzyciel może zaliczyć wpłatę najpierw na zaległe należności uboczne i zaległe raty tego długu. Gdy żadna ze stron nie wskaże nic, wpłata idzie na dług najdawniej wymagalny. Skutek jest praktyczny: ta sama kwota albo obniża kapitał, a więc i podstawę naliczania odsetek, albo tylko pokrywa zaległości.
Hipoteka gaśnie razem z wierzytelnością
„Wygaśnięcie wierzytelności zabezpieczonej hipoteką pociąga za sobą wygaśnięcie hipoteki, chyba że z danego stosunku prawnego mogą powstać w przyszłości kolejne wierzytelności podlegające zabezpieczeniu” (art. 94 ustawy o księgach wieczystych i hipotece). Zabezpieczenie nie trwa więc do końca umownego terminu, tylko do zapłaty.
Potem zaczyna się robota po stronie wierzyciela. W razie wygaśnięcia hipoteki jest on obowiązany dokonać wszelkich czynności umożliwiających wykreślenie jej z księgi wieczystej (art. 100 tej samej ustawy), a wpis może być dokonany na podstawie dokumentu z podpisem notarialnie poświadczonym, jeżeli przepisy szczególne nie przewidują innej formy (art. 31 ust. 1). Wyjście z takiej inwestycji wygląda więc formalnie podobnie do wejścia, o którym pisaliśmy przy okazji zdalnej cesji: notariusz i czekanie na sąd wieczystoksięgowy.
Gdzie dokładnie powstaje ryzyko reinwestycji
Nabywca płaci za strumień rozłożony na określoną liczbę miesięcy. Gdy strumień urywa się w siódmym miesiącu, kapitał wraca w całości, a pozostałe miesiące nie przynoszą nic do chwili, w której pieniądze trafią do kolejnej transakcji. Inaczej odczuwa to nabywca wierzytelności z ratą kapitałowo-odsetkową, inaczej z ratą balonową: w pierwszym wariancie część kapitału już spłynęła i była lokowana po kawałku, w drugim cała kwota wraca jednym przelewem i jednym ruchem trzeba znaleźć dla niej miejsce.
Przerwa nie jest kwestią jednego dnia. Następne nabycie wymaga analizy księgi wieczystej i stanu zadłużenia, umowy w odpowiedniej formie oraz wpisu w księdze — to tygodnie, nie godziny. Warunki kolejnego nabycia są w chwili wcześniejszej spłaty nieznane i w tym tkwi istota ryzyka reinwestycji: nie w utracie kapitału, lecz w tym, że o warunkach ponownego ulokowania decyduje rynek z innego momentu.
Jest też obserwacja, której nie widać w żadnej tabeli. Wcześniejsze spłaty nie rozkładają się po portfelu równomiernie. Spłaca ten dłużnik, który ma czym: refinansuje się w banku albo sprzedaje nieruchomość. Sprawy, w których żadna z tych dróg nie zadziałała, zostają. Portfel po fali wcześniejszych spłat ma średnio gorszy skład niż w dniu zakupu, choć nominalnie nic się w nim nie zepsuło. Dobre przypadki kończą się przed terminem, trudne trwają dłużej, niż założono — i dlatego termin z umowy jest jedną z najmniej pewnych liczb w całej transakcji.
Co z tego wynika dla inwestora
Termin z umowy opisuje granicę, nie prognozę. Ofertę ocenia się więc nie tylko w scenariuszu dotrwania do końca, ale i w tym, w którym kończy się ona w połowie: ile wtedy wraca, co się z tą kwotą dzieje dalej i jak długo nie pracuje.
Dwie wierzytelności o tej samej stawce i tym samym terminie dają inny wynik, jeśli jedna dobiega końca zgodnie z umową, a druga zostaje spłacona po kilku miesiącach, a kolejne nabycie zajmuje tygodnie. Różnicy nie robi oprocentowanie, tylko okres bezczynności kapitału — i właśnie on wypada najczęściej z kalkulacji.
Dopuszczalność wcześniejszej spłaty nie jest zatem argumentem za wyższą wyceną strumienia; bywa argumentem za ostrożniejszą. O rozkładzie tego ryzyka decydują klauzule widoczne w umowie jeszcze przed zakupem: czy spłata przed terminem jest dopuszczalna, czy przewidziano wynagrodzenie za minimalny okres finansowania, jak zaliczane są wpłaty częściowe i kto ponosi koszt wykreślenia hipoteki. Skoro czas jest niepewny, parametry opisujące zabezpieczenie ważą więcej niż sama stawka — to ta sama logika, co przy LTV i oprocentowaniu.
Materiał ma charakter informacyjny. Nie jest ofertą, rekomendacją inwestycyjną ani poradą prawną lub podatkową. Zakres praw i obowiązków stron wynika z treści konkretnej umowy.
