Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł 10 września 2026 r. w sprawie C-510/25 (Adazik), że po uznaniu umowy kredytu za nieważną wzajemne roszczenia banku i konsumenta mogą zostać rozliczone w jednym postępowaniu. Konsument dochodzi wówczas nadwyżki ponad zwrócony kapitał, a odsetki przysługują mu wyłącznie od tej nadwyżki.
Co dokładnie rozstrzygnięto
Wyrok wpisuje się w linię orzeczniczą wyznaczoną przez sprawy C-396/24 (Lubreczlik) z 19 czerwca 2025 r. oraz C-902/24 (Herchoski) z 22 stycznia 2026 r. Związek Banków Polskich ocenił, że rozliczenie w jednym postępowaniu zwiększa przewidywalność dla obu stron, ogranicza formalności po stronie klienta i upraszcza pracę sądów.
Rzecznik Finansowy tego samego dnia zwrócił uwagę na drugą stronę rozstrzygnięcia. Trybunał nie opowiedział się ani za teorią salda, ani za teorią dwóch kondykcji. Metoda przyjęta przez sąd nie może osłabiać ochrony wynikającej z dyrektywy 93/13, a sąd, który sięga po potrącenie, ma wcześniej poinformować konsumenta o skutkach takiego rozliczenia.
Różnica między obiema teoriami sprowadza się do jednego pytania: czy konsument najpierw odzyskuje wszystko, co wpłacił, i osobno zwraca bankowi wypłacony kapitał, czy od razu rozlicza się netto. Kwota końcowa bywa zbliżona, ale droga do niej, liczba postępowań i podstawa naliczania odsetek już nie.
Skala sporu
Na koniec I kwartału 2026 r. dziesięć banków notowanych na warszawskiej giełdzie informowało akcjonariuszy o 80 tys. sporów dotyczących kredytów frankowych — wobec 87,6 tys. na koniec 2025 r. Z zestawienia Bankier.pl wynika też, że na koniec 2025 r. w sądach czekało 170,5 tys. spraw, z czego 66 tys. w sądach apelacyjnych.
Zmienia się też ich charakter. W mBanku 83 proc. nowych pozwów w I kwartale 2026 r. dotyczyło kredytów już spłaconych. Rok wcześniej było to 64 proc.
Co to zmienia
Wyrok nie przesądza, ile stronom się należy. Przesądza, w ilu postępowaniach to policzą i od czego naliczą odsetki. Różnica jest majątkowa, nie tylko proceduralna: odsetki liczone od nadwyżki ponad kapitał, a nie od sumy wpłaconych rat, są niższe i słabiej zależą od tego, ile lat trwa spór.
W praktyce sądów oznacza to mniej postępowań wpadkowych i mniej pism po stronie klienta, a po stronie banków — bardziej przewidywalną podstawę do szacowania kosztu sporu.
Zastrzeżenie Rzecznika Finansowego znaczy jednak tyle, że wybór metody wciąż należy do sądu rozpoznającego sprawę. Przewidywalność rośnie, ale nie staje się pełna.
Co z tego wynika dla inwestora
Wszędzie tam, gdzie ważność umowy jest sporna, nominał wierzytelności i kwota możliwa do wyegzekwowania to dwie różne liczby. Po unieważnieniu roszczenie banku nie znika — zamienia się w saldo netto. Jedno postępowanie zamiast dwóch skraca drogę do prawomocnego wyniku, a przy wierzytelnościach kupowanych z dyskontem o stopie zwrotu decyduje czas trwania sporu, nie sam nominał.
Druga obserwacja jest mniej oczywista i widać ją dopiero w strukturze pozwów. Skoro wśród nowych spraw przeważają kredyty już spłacone, spór o ważność umowy coraz rzadziej idzie w parze z żywym zabezpieczeniem. Hipoteka wygasa co do zasady razem z wierzytelnością, którą zabezpiecza, więc przy kredycie spłaconym nie ma już czego dochodzić z nieruchomości — proces toczy się wyłącznie o pieniądze. Ryzyko procesowe przesuwa się zatem do portfeli zamkniętych, a nie do tych, w których zabezpieczenie wciąż pracuje. Opisywaliśmy wcześniej, co realnie zabezpiecza hipoteka i kiedy zawodzi — ten wyrok w samym mechanizmie niczego nie zmienia.
Trzecia rzecz to sam kształt fali. Spadek liczby sporów z 87,6 tys. do 80 tys. w jeden kwartał pokazuje, że masowe spory z bankami mają swój szczyt i swoje wyhamowanie. Podobny przebieg widać w danych o pozwach o darmowy kredyt. Dla wyceny portfela to argument, by ryzyko prawne traktować jako zmienną o określonym horyzoncie, a nie jako stały narzut.
Materiał ma charakter informacyjny. Nie stanowi oferty, rekomendacji inwestycyjnej ani porady prawnej.
