Biuro Informacji Kredytowej podsumowało pierwsze półrocze 2026 roku. Obraz jest jednoznaczny: rynek rośnie we wszystkich segmentach naraz, a łączny portfel zobowiązań Polaków powiększył się w ciągu dwóch i pół roku o blisko 100 mld zł.
Skala wzrostu
W pierwszym półroczu 2026 r. banki udzieliły finansowania mieszkaniowego o wartości 74 mld zł. To wzrost o 59,7 proc. rok do roku pod względem wartości i o 48 proc. pod względem liczby umów. Różnica między tymi dwiema liczbami sama w sobie coś mówi: rośnie nie tylko liczba zawieranych umów, ale i przeciętna kwota pojedynczego zobowiązania.
Segment pozabankowy rósł wolniej, ale równie konsekwentnie: pożyczki gotówkowe osiągnęły 10,4 mld zł (+16 proc.), a ratalne 4,1 mld zł (+20,4 proc.). Najmocniej przyspieszyły instrumenty o najniższym progu wejścia. Sprzedaż pożyczkowych kart kredytowych i limitów wzrosła o 110,9 proc. rok do roku, a wartość transakcji odroczonych płatności sięgnęła 8,6 mld zł (+36,6 proc.). Łącznie portfel zobowiązań zwiększył się z 727 mld zł do 825 mld zł.
Kto wchodzi na rynek
Za wzrostem stoi nie tylko wyższy popyt, ale też stały napływ nowych klientów. Wśród osób rozpoczynających budowę historii kredytowej 42,2 proc. nie ukończyło 24 lat, a kolejne 25,2 proc. mieści się w przedziale 25–34 lata. Jak zauważa główny analityk BIK, dr hab. Waldemar Rogowski, wejście na rynek finansowy zaczyna się dziś zwykle od zakupów na raty albo płatności odroczonych, a dopiero później prowadzi do produktów bardziej złożonych.
To zmiana warta odnotowania. Pierwszym zobowiązaniem przeciętnego uczestnika rynku przestaje być produkt bankowy poprzedzony pełną oceną zdolności, a staje się nim instrument o uproszczonej procedurze i krótkim horyzoncie spłaty. Konsekwencja jest odłożona w czasie: gdy taka osoba za kilka lat sięgnie po finansowanie zabezpieczone nieruchomością, jej historia będzie krótsza i zbudowana na produktach, które słabo różnicują rzetelnych płatników od pozostałych.
Czego dane nie mówią
Raport opisuje sprzedaż, nie spłacalność. To rozróżnienie bywa pomijane, a jest kluczowe: każdy portfel zobowiązań jest jednocześnie przyszłym portfelem wierzytelności, tylko ujawnia się to z opóźnieniem. Zaległości nie powstają w miesiącu udzielenia finansowania, lecz wtedy, gdy zmieni się sytuacja gospodarstwa domowego — po utracie pracy, rozpadzie rodziny, chorobie. A to trwa.
Dlatego dane o sprzedaży i dane o zaległościach zawsze opisują dwa różne momenty. Dzisiejszy rekord sprzedaży i dzisiejsza dobra spłacalność mogą współistnieć bez sprzeczności — pierwsza liczba dotyczy zobowiązań właśnie zaciągniętych, druga tych sprzed kilku lat. Z perspektywy rynku wierzytelności rosnąca sprzedaż zapowiada więc szerszą bazę spraw w kolejnych latach, ale nie mówi nic o ich jakości.
Co z tego wynika dla inwestora
Sześćdziesięcioprocentowy wzrost finansowania hipotecznego oznacza, że w perspektywie kilku lat zwiększy się liczba zobowiązań, za którymi stoi konkretna nieruchomość. To segment rządzący się inną logiką niż masowy rynek konsumencki: o wyniku decyduje nie statystyka odzysków w pakiecie, lecz wartość i stan prawny pojedynczego zabezpieczenia.
Różnica jest zasadnicza. W portfelu drobnych zobowiązań niespłacalność części spraw jest wliczona w cenę zakupu i rozkłada się statystycznie. Przy wierzytelności zabezpieczonej hipotecznie takiego rozłożenia nie ma — każda sprawa broni się sama, wartością nieruchomości i kolejnością wpisów w księdze wieczystej.
Praktyczny wniosek jest niezmienny i nudny, ale to on decyduje: skala rynku nie mówi nic o pojedynczej sprawie. Liczy się aktualny odpis z księgi wieczystej wraz z kolejnością wpisów, rzetelna wycena nieruchomości i relacja zobowiązania do jej wartości. Dane BIK opisują kontekst, w którym się poruszamy. Decyzję podejmuje się zawsze poziom niżej.
Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi oferty ani rekomendacji inwestycyjnej.
