Zaległe zobowiązania przedsiębiorstw zbliżyły się na koniec pierwszego półrocza 2026 r. do 47 mld zł. Obok tej kwoty stoi ustalenie, które mówi o rynku więcej niż ona sama: trzy czwarte firm przyznaje, że o kolejności regulowania płatności decyduje to, kim jest wierzyciel. Dane pochodzą z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK oraz z wrześniowego badania Skaner MSP.
Skala i rozkład zaległości
Na koniec czerwca 2026 r. rachunków, faktur i kredytów nie zapłaciło w terminie ponad 313,5 tys. podmiotów. W porównaniu z analogicznym okresem 2025 r. suma zaległości wzrosła o ponad 1,7 mld zł, czyli o 4 proc. Średnia zaległość przypadająca na przedsiębiorcę wynosi około 150 tys. zł wobec 142 tys. zł rok wcześniej i 137 tys. zł przed dwoma laty.
Najwięcej długu skupiają cztery branże: handel hurtowy i detaliczny (8,9 mld zł), przemysł (8,7 mld zł), budownictwo (6,2 mld zł) oraz transport, spedycja i logistyka (3,3 mld zł). Razem odpowiadają za 57 proc. całości.
Średnia rośnie rok do roku, ale sama w sobie niewiele mówi o pojedynczym wierzycielu. Trzy z czterech branż o największych zaległościach — handel, budownictwo oraz transport i logistyka — pracują na odroczonych terminach płatności. Kwota długu jest tam po części pochodną tego, ile kredytu kupieckiego firmy udzielają sobie nawzajem, a nie samej ich kondycji.
Kolejka, która nie wynika z terminów
Badanie Skaner MSP pokazuje, jak ta kwota powstaje. Łącznie 75,2 proc. firm przyznaje, że wielkość partnera biznesowego lub długość relacji wpływają na termin regulowania należności. Te same zasady wobec wszystkich kontrahentów deklaruje 21,4 proc.
Drugi zestaw liczb dotyczy strony wierzyciela. Od razu po upływie terminu reaguje 15,5 proc. firm, pierwsze działania windykacyjne po tygodniu podejmuje 27 proc., a najpóźniej po dwóch tygodniach — 22 proc. Wezwania do zapłaty stosuje 40 proc.
Zestawienie tych dwóch rozkładów daje obraz, którego żaden z nich nie daje osobno. Skoro dłużnik ustawia kolejność wypłat według wielkości kontrahenta i stażu współpracy, a większość wierzycieli rusza z czymkolwiek dopiero po tygodniu lub dwóch, to o zapłacie decyduje nie data wymagalności, tylko pozycja i tempo. Pieniądz idzie do tych, którzy naciskają najwcześniej i w których relacji dłużnik ma najwięcej do stracenia. Ta sama logika stoi za tym, jak firmy przyznają sobie nawzajem limity kupieckie.
Co z tego wynika dla inwestora
Pierwsza konsekwencja dotyczy wyceny wierzytelności niezabezpieczonych. Ich odzysk zależy w dużej mierze od miejsca wierzyciela w opisanej kolejce, a tego miejsca nie da się kupić razem z długiem. Pozycja pierwotnego wierzyciela brała się z tego, że dłużnik nadal go potrzebował: dostawcy, banku, leasingodawcy. Nabywca portfela tej dźwigni nie ma i zaczyna od końca kolejki. Dyskonto musi obejmować także tę utratę, nie tylko wiek i strukturę zobowiązań.
Druga dotyczy zabezpieczenia rzeczowego, które z tej kolejki wychodzi. Hipoteka pozwala dochodzić zaspokojenia z nieruchomości z pierwszeństwem przed wierzycielami osobistymi właściciela, więc odzysk nie zależy od tego, jak dłużnik rozdzieli bieżącą płynność między kontrahentów. FNH nabywa wierzytelności zabezpieczone hipotecznie i na tym rozróżnieniu opiera się ten model. Kosztem jest inny zegar: zaspokojenie idzie trybem egzekucji sądowej, który ma własne tempo i własne opłaty wnoszone z góry — opisaliśmy je w tekście o tym, co dzieje się, gdy dłużnik przestaje płacić.
Trzecia to kryterium oceny podmiotu obsługującego portfel. Różnica między reakcją natychmiastową a dwutygodniową nie jest kosmetyczna, skoro w tym czasie dłużnik rozdysponowuje to, co ma. Przy wierzytelnościach kupowanych z rynku tempo pierwszej czynności po stwierdzeniu zaległości mówi o spodziewanym odzysku więcej niż deklaracje o skuteczności.
Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi oferty ani rekomendacji inwestycyjnej.
