W Krajowym Rejestrze Długów figuruje niemal 1,9 mln zadłużonych konsumentów, którzy mają do oddania 40,2 mld zł. Z danych opublikowanych 29 września 2026 r. wynika, że ponad trzy czwarte tej kwoty — 31,2 mld zł — przypada na jedną grupę: osoby między 36. a 65. rokiem życia.
Co pokazują dane
W grupie 36–65 lat jest prawie 1,2 mln niesolidnych płatników, a przeciętna zaległość wynosi 26,7 tys. zł. Najwyższa średnia wypada w podgrupie 46–55 lat: 30,7 tys. zł na osobę.
Konsumenci do 35 lat to ponad pół miliona osób i 5,8 mld zł zaległości, przeciętnie 11,5 tys. zł. Powyżej 65. roku życia w rejestrze widnieje 190,2 tys. osób z kwotą 3,2 mld zł i średnią 17,1 tys. zł.
Dla porównania skali: przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w sierpniu 2026 r. 9259,54 zł. Średnia zaległość w grupie 36–65 lat to niemal trzykrotność tej kwoty.
Liczba spraw rośnie szybciej niż kwota
Udział najmłodszej grupy w liczbie dłużników jest wyraźnie wyższy niż w kwocie: ponad pół miliona osób odpowiada za 5,8 mld zł z 40,2 mld zł całego rejestru. Różnica bierze się z wysokości pojedynczej sprawy, nie z liczby spraw.
KRD opisuje przy tym nowe zjawisko wśród najmłodszych: odroczone płatności za codzienne zakupy, z terminem 30 dni. W windykacji pojawiają się pozycje po 35 zł za pizzę, 40 zł za kebab czy 70 zł za sukienkę. Negocjatorzy Kaczmarski Inkasso podają przykład dłużnika, który miał 30 takich spraw na łączną kwotę 2 tys. zł.
Dane uzupełnia jeszcze jedno zjawisko, widoczne w obu starszych grupach: zobowiązania wzięte formalnie na siebie, a faktycznie za kogoś z rodziny. Negocjatorzy opisują zobowiązania zaciągnięte dlatego, że córka albo zięć nie dostaliby ich na siebie, oraz telefony i rowery kupowane na raty dla dzieci i wnuków, z założeniem, że spłacać będzie użytkownik. Kiedy przelewy się urywają, obowiązek zostaje przy osobie z umowy.
To zmienia kształt portfela, nie jego wartość. Ta sama suma nominałów może być rozłożona na dwieście spraw albo na dwa tysiące.
Co z tego wynika dla inwestora
Koszt dochodzenia należności jest kosztem na sprawę, nie na złotówkę nominału. Ustalenie adresu, wezwanie, opłata sądowa, zaliczka komornicza — każda z tych pozycji powtarza się przy każdej sprawie osobno i nie maleje, gdy nominał spada do kilkudziesięciu złotych. Przy ocenie portfela liczba pozycji mówi więc o kosztach więcej niż suma nominałów.
Wyższa średnia nominału nie jest natomiast sama w sobie argumentem za wyższą ceną portfela. O tym, ile z nominału wróci, decyduje nie wysokość długu, lecz to, z czego dłużnik może zapłacić. Grupa 36–65 lat ma najwyższe średnie zaległości i jednocześnie najszerszy majątek oraz dochód — i to drugie, nie pierwsze, przesądza o wycenie.
U osób po 65. roku życia średnia jest wyższa niż u najmłodszych, ale budżet jest mało elastyczny: wpływa jedna emerytura, z której najpierw idą mieszkanie, energia i jedzenie. Odzysk bywa tu realny, tylko rozłożony na dłużej, co przesuwa przepływy w czasie.
Sprawy wzięte za kogoś z rodziny są dla nabywcy pozycjami o podwyższonym ryzyku sporu. Dłużnik formalny nie uznaje długu za swój, więc pierwszy kontakt kończy się nie ustaleniem spłaty, lecz wyjaśnianiem, kto za co odpowiada. Nominał jest w pełni wymagalny, ale droga do pierwszej wpłaty dłuższa, niż wynikałoby z samej kwoty.
Zdolność do zapłaty to przy tym osobna zmienna od skłonności — o tej drugiej pisaliśmy przy badaniu moralności finansowej Polaków. Wiek, jak pokazuje KRD, podpowiada, czego spodziewać się w kontakcie, ale o przebiegu sprawy decydują przyczyna zaległości i stan domowego budżetu.
Praktyczny wniosek: dwa portfele o identycznej wartości nominalnej mogą być warte zupełnie różne pieniądze, jeśli różni je rozkład wieku i liczba spraw. Ten sam zbiór dłużników wygląda zresztą inaczej w zależności od przekroju — widać to, gdy obok wieku zestawić strukturę zaległości alimentacyjnych.
Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi oferty ani rekomendacji inwestycyjnej.
