Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji prawa upadłościowego, który zmienia sposób kończenia konsumenckiego postępowania oddłużeniowego. Zobowiązania objęte planem spłaty mają wygasać automatycznie po trzech miesiącach od zakończenia okresu jego wykonywania, a sąd przestanie sprawdzać wykonanie planu z własnej inicjatywy. O przyjęciu projektu poinformowano 2 września 2026 r.
Co zapisano w projekcie
Obowiązkowy nadzór sądu nad wykonywaniem planu spłaty znika. Prawidłowość realizacji planu będzie badana tylko wtedy, gdy któraś ze stron o to wystąpi.
Zobowiązania z planu ulegają umorzeniu po trzech miesiącach od zakończenia okresu jego wykonywania. W tym oknie wierzyciele mogą wystąpić do sądu o zmianę albo uchylenie planu.
Dłużnik, który spłaci należności przed czasem, będzie mógł wnioskować o skrócenie okresu wykonywania planu. Data umorzenia ma być wskazana już w postanowieniu ustalającym plan spłaty i ogłaszana w Krajowym Rejestrze Zadłużonych, a wpis o umorzeniu ma być z rejestru usuwany po trzech latach od publikacji. Nowe przepisy zaczną obowiązywać dwa tygodnie po ogłoszeniu.
Milczenie przestaje być neutralne
Zmiana nie dotyczy tego, ile dłużnik spłaca ani jak długo. Dotyczy tego, kto musi się ruszyć na końcu. Dotąd prawidłowość wykonania planu badał sąd z urzędu. Po nowelizacji domyślnym wynikiem jest umorzenie, a każde odstępstwo od niego wymaga wniosku wierzyciela złożonego w wyznaczonym oknie.
Warto zauważyć, że okno nie jest ukryte. Data umorzenia stoi w postanowieniu i w rejestrze, więc jest znana z góry i jednakowa dla wszystkich wierzycieli. To nie jest pułapka na nieuważnych, tylko przeniesienie ciężaru: postępowanie z otwartym końcem zmienia się w postępowanie z terminem w kalendarzu.
Drugi element jest cichszy, ale dla obrotu wierzytelnościami ważniejszy. Trzy lata to cały okres, przez jaki informacja o umorzeniu pozostaje w rejestrze. Potem ślad znika.
Co z tego wynika dla inwestora
Wierzytelność objęta planem spłaty dostaje datę końcową. To zmienia nie wysokość odzysku, tylko sposób, w jaki wolno go zapisać w modelu. Dotąd sprawa w oddłużeniu była pozycją o nieokreślonym horyzoncie i wyceniało się ją ryczałtowym dyskontem, bo nie było wiadomo, kiedy się skończy. Teraz jest pozycją o znanym terminie i niskim odzysku. Nie staje się przez to warta więcej — staje się policzalna, a to dwie różne rzeczy.
Poważniejszy skutek dotyczy obsługi portfela. Wierzyciel, który przespał trzymiesięczne okno, traci nie dlatego, że egzekucja okazała się nieskuteczna, ale dlatego, że nikt nie odnotował terminu i nie sięgnął po jedyne dostępne narzędzie. Przy pojedynczej sprawie to drobiazg. Przy portfelu liczonym w tysiącach pozycji to kwestia procesu, nie prawnika — ktoś musi codziennie czytać rejestr i pilnować dat. Kupując portfel, warto zatem pytać nie tylko o historyczną skuteczność zbywcy, ale i o to, czy w ogóle prowadził taki kalendarz. Portfel pozostawiony bez obsługi będzie od teraz tracił wartość szybciej, niż wynikałoby to ze statystyk odzysku.
Trzyletni okres w rejestrze uderza w inne założenie. Wycena portfela konsumenckiego opiera się w dużej mierze na profilu dłużników, a profil buduje się z dostępnej historii. Im krócej ta historia jest widoczna, tym mniej waży w wycenie to, kim dłużnik był, a tym więcej — to, co zostaje niezależnie od niego. Czyli zabezpieczenie rzeczowe, którego wartość bada się w księdze wieczystej, a nie w rejestrze dłużników.
Na koniec zakres. Nowelizacja zmienia sposób kończenia postępowania oddłużeniowego, nie konstrukcję zabezpieczeń i nie treść samych umów. Zarzuty wobec wierzytelności, które przechodzą na nabywcę razem z cesją, zostają dokładnie tam, gdzie były. Nowe jest tylko to, że sprawa może się domknąć bez udziału sądu i bez udziału wierzyciela.
Materiał ma charakter informacyjny. Nie stanowi oferty ani rekomendacji inwestycyjnej.
