Połowa małych i średnich firm w Polsce korzysta albo korzystała z leasingu, a 51 proc. przedsiębiorców nie widzi dla niego alternatywy — poza sięgnięciem po własne środki. Tak wynika z badania SME Finance Track 2026, zrealizowanego w II kwartale 2026 r. na próbie 1077 firm przez Centrum Badań Marketingowych INDICATOR na zlecenie Związku Polskiego Leasingu.
Co pokazują dane
Z leasingu korzysta obecnie 26 proc. firm, kolejne 24 proc. korzystało z niego w przeszłości. Doświadczenie z kredytem bankowym ma 53 proc. badanych. Oba narzędzia pozostają najczęściej wykorzystywanymi źródłami finansowania poza gotówką.
W bezpośrednim porównaniu przedsiębiorcy stawiają leasing wyżej. 56 proc. uważa go za tańszy od kredytu, tyle samo za łatwiej dostępny, 53 proc. za bardziej elastyczny, a 50 proc. za bezpieczniejszy. Wśród firm aktualnie leasingujących odsetki są wyższe: elastyczność i niższy koszt wskazuje po 63 proc.
Przy wyborze finansującego decyduje oferta cenowa (84 proc.), dalej szybkość decyzji i ograniczenie formalności (71 proc.), jakość obsługi klienta (70 proc.), niższe wymogi co do zdolności kredytowej (69 proc.) oraz korzystne rozwiązania podatkowe (68 proc.). Zadowolonych z tej formy finansowania jest 86 proc. korzystających, 84 proc. poleciłoby ją innej firmie, a 34 proc. planuje sięgnąć po nią ponownie w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy.
Taniej znaczy tu: w ogóle dostępnie
Dwie liczby z tego badania warto czytać razem. 56 proc. przedsiębiorców uważa leasing za tańszy od kredytu, a 69 proc. wybiera finansującego między innymi dlatego, że stawia on niższe wymagania co do zdolności kredytowej. To nie są niezależne obserwacje.
Firma, która nie przechodzi oceny kredytowej w banku, nie porównuje dwóch ofert o zbliżonym koszcie ryzyka. Porównuje ofertę leasingową z brakiem oferty. Przy takim punkcie odniesienia każda dostępna cena wygląda na dobrą.
Ten sam mechanizm widać w ocenach firm, które leasing znają z bieżącej umowy. Wśród nich odsetek wskazujący na niższy koszt rośnie z 56 do 63 proc. Im bliżej praktyki, tym mocniejsze przekonanie o przewadze cenowej — choć porównywane oferty rzadko dotyczą tego samego poziomu ryzyka.
Różnica bierze się z konstrukcji zabezpieczenia. W leasingu przedmiot pozostaje własnością finansującego przez cały okres umowy, więc pierwszym źródłem zaspokojenia jest rzecz, a nie przepływy pieniężne korzystającego. Ocena kondycji firmy schodzi wtedy na drugi plan. Finansowanie oparte wyłącznie na wyniku takiej podpórki nie ma i dlatego jest trudniej dostępne — co przedsiębiorca odbiera jako wyższą cenę.
Co z tego wynika dla inwestora
Deklaracja o niższym koszcie leasingu nie jest informacją o cenie pieniądza w gospodarce. Jest informacją o tym, jak wąski jest dostęp małych firm do finansowania opartego na samej kondycji przedsiębiorstwa. Dla oceny ryzyka to dwie różne wiadomości.
Konsekwencja dotyczy odzysku. Spółka, która maszyny, sprzęt i flotę ma w leasingu, sprawia wrażenie dobrze wyposażonej, ale te przedmioty nie są jej własnością i w egzekucji nie wchodzą do majątku dłużnika. Wierzyciel handlowy takiej firmy — a więc i nabywca jej wierzytelności — sięga realnie po znacznie mniej, niż sugeruje park maszynowy pod adresem siedziby. Przy połowie firm z doświadczeniem leasingowym to nie jest przypadek brzegowy, tylko norma w segmencie MŚP.
Stąd wycena wierzytelności wobec przedsiębiorcy, bez zabezpieczenia na konkretnym składniku majątku, powinna zakładać, że najbardziej widoczne aktywa dłużnika są już przypisane komuś innemu. Wierzytelność zabezpieczona na wpisanym do rejestru przedmiocie i wierzytelność oparta wyłącznie na kondycji firmy to dwa różne produkty, nawet przy tym samym nominale. Badanie mierzy to od strony popytu: dla 51 proc. firm jedyne dostępne finansowanie zewnętrzne opiera się na rzeczy.
Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi oferty ani rekomendacji inwestycyjnej.
