Sztuczna inteligencja i automatyzacja to według samej branży czynnik, który do 2030 roku zmieni rynek zarządzania wierzytelnościami najmocniej — mocniej niż regulacje. Tak wynika z badania przeprowadzonego w III kwartale 2026 r. wśród firm zrzeszonych w Związku Przedsiębiorstw Finansowych, opublikowanego jako raport „Zarządzanie należnościami w erze AI. Perspektywa do 2030 roku”.
Co mówią liczby
W rankingu czynników o największym wpływie na rynek do 2030 r. AI i automatyzacja zebrały 5,12 pkt. Zmiany regulacyjne dostały 4,35 pkt, a rozwój danych i analityki 3,41 pkt. W węższym, pięcioletnim horyzoncie 41,2 proc. badanych uznało rozwój AI i automatyzacji za najważniejszy czynnik zmian, a 35,3 proc. wskazało zmiany regulacyjne.
Zapytani, gdzie konkretnie AI zrobi różnicę, respondenci wskazali:
- automatyzację procesów operacyjnych — 76,5 proc.
- analizę danych i przewidywanie skuteczności odzyskania należności — 70,6 proc.
- analizę dokumentów — 35,3 proc.
- personalizację komunikacji z klientami — 29,4 proc.
- chatboty i voiceboty — 23,5 proc.
Przy człowieku branża zostawia negocjacje z klientem (52,9 proc.), budowanie relacji i zaufania (47,1 proc.) oraz decyzje w sprawach nietypowych lub złożonych (41,2 proc.). Badanie objęło firmy zarządzające wierzytelnościami zrzeszone w ZPF, a liczby respondentów komunikat nie podaje — wyniki czyta się więc jako kierunek myślenia branży, nie jako pomiar rynku.
Automatyzacja opłaca się na skali
Trzy najczęściej wskazywane zastosowania — procesy operacyjne, przewidywanie skuteczności, analiza dokumentów — mają jedną wspólną cechę. Zwracają się tam, gdzie spraw jest dużo, a każda wygląda podobnie: w portfelach konsumenckich o nominale rzędu kilkuset czy kilku tysięcy złotych, obsługiwanych masowo, gdzie o wyniku decyduje segmentacja i kontakt.
Model przewidujący skuteczność odzyskania potrzebuje historii tysięcy porównywalnych spraw. Portfel kilkudziesięciu wierzytelności zabezpieczonych hipotecznie takiej historii nie dostarczy, bo każda z nich różni się nieruchomością, kolejnością wpisu w księdze wieczystej i etapem postępowania. To dokładnie ta kategoria, którą branża sama opisała jako nietypową lub złożoną i zostawiła ludziom.
Warto zauważyć też, na co w tym badaniu nikt nie liczy. Żadne wskazanie nie dotyczy skrócenia drogi prawnej. Zegar w sprawie zabezpieczonej odmierzają sąd, komornik i rzeczoznawca — tam ucieka większość czasu, nie w korespondencji z dłużnikiem.
Co z tego wynika dla inwestora
Jeśli automatyzacja faktycznie zbije koszt obsługi jednej sprawy w portfelach masowych, zobaczymy to najpierw po cenie tych portfeli, a nie po marży kupujących. Niższy koszt obsługi pozwala podnieść ofertę w przetargu, a polski rynek wierzytelności, z 205,12 mld zł nominału na koniec I kw. 2026 r., jest dostatecznie obstawiony, by konkurencja o te same pakiety zjadła oszczędność. Efektem będzie wyższa cena za złotówkę nominału w segmencie konsumenckim, nie wyższa rentowność.
W wierzytelnościach zabezpieczonych ten mechanizm nie zadziała, bo koszt nie leży tam, gdzie tnie automatyzacja. Opłata sądowa, wycena, zaliczka komornicza i czas wypadają w każdej sprawie podobnie, niezależnie od tego, ile spraw prowadzi się obok, a stawka jednostkowa jest wysoka, bo wysoki jest nominał. Przewaga w tym segmencie zostaje więc w sprawności prowadzenia postępowania, nie w narzędziach.
Praktyczna konsekwencja jest jedna. Dwa portfele o identycznych parametrach na papierze mogą rozejść się wynikiem o kilka kwartałów, a różnica siedzi po stronie tego, kto je obsługuje. Przy ocenie oferty pytanie „jak szybko domykacie sprawy” ma dziś większą wartość informacyjną niż pytanie „czym je obsługujecie”.
Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi oferty ani rekomendacji inwestycyjnej.
